środa, 16 kwietnia 2014

16| Nieśmiertelny



Rozdział XVI

  Wybiegliśmy na zewnątrz i od razu skierowaliśmy się do samochodu. Harry co chwila zsuwał się z ramion Nialla, ale za każdym razem, gdy chciałam mu pomóc Horan obrzucał mnie nieufnym spojrzeniem, które skutecznie mnie powstrzymywało. Jak miałam przekonać go o swojej uczciwości?
Zwłaszcza, że nie miałam na to zbyt dużo czasu.
Wsiedliśmy do samochodu Nialla i ku naszej uldze nikt już do nas nie strzelał. Wydało mi się to jednak dziwnie podejrzane. W szpitalu byliśmy pod ostrzałem, naraziliśmy niewinnych ludzi, a gdy wyszliśmy na zewnątrz nic się nie działo? Zajęłam tylne miejsce, a Niall położył Harry’ego tuż obok mnie. Obrzucił mnie jeszcze raz tym samym spojrzeniem co wcześniej, na co głośno wypuściłam powietrze z płuc.
-No przecież go nie zadźgam. – powiedziałam z zażenowaniem.
Przesadzał.
Gdybym chciała ich zabić, to już bym to pewnie zrobiła.
Poza tym, co za szaleniec wysyłałby atak na samego siebie?!
Harry oparł się na moim ramieniu, a gdy ruszyliśmy puścił mi oczko i uśmiechnął się. Początkowo chciałam odwzajemnić uśmiech, ale nie miałam już ochoty udawać. I wiedziałam, że to zrozumie. Harry z pewnością nie był osobą, przed którą należałoby udawać. Pamiętałam jeszcze moment, gdy przyszedł do mnie do pokoju i przytulił, nawet nie dowiedziawszy się czemu płakałam. Uniosłam wzrok.
Liam tego nie zrobił.
Może uznał, że jestem żałosna i nie miał wcale zamiaru mnie pocieszać?
Ale z jakiegoś powodu został obok.
Może nie wiedział co zrobić, w sytuacji, gdy dziewczyna płacze?
Ciekawe, czy Kate też przy nim płakała. Co wtedy robił?
Poczułam jak chłodna dłoń wsuwa się w moją i obejmuje. Tak, Harry zdecydowanie nie lubił, gdy ktoś obok płakał.
Odrywałam się od jednej myśli i natychmiast uczepiałam drugiej. Nie umiałam się odnaleźć we własnej głowie. W jednej chwili zastanawiałam się nad zachowaniem Liama, w innej analizowałam charakter Harry’ego. Myślałam, że już dawno przeszłam ten etap młodzieńczego szaleństwa, ale jak widać ono po prostu się we mnie ukryło.
A może szaleństwo przychodzi razem z mocniejszym uczuciem?
Gwałtowny zakręt brutalnie wyrwał mnie z zapomnienia. Liam odwrócił głowę do tyłu tylko na chwilę i zobaczyłam jak lustruje nasze złączone dłonie. Kiedy się odwrócił znów wróciłam do rozmyślań o nim.
Jak to się właściwie zaczęło?
A może tak zaczęłabyś się wreszcie zastanawiać – GDZIE MY DO CHOLERY JASNEJ JEDZIEMY?
Pamiętam jego spojrzenie, pogardliwe i dumne, jakby nie mógł znieść mojego widoku. Pamiętam też oszołomione, wściekłe, rozbawione i zatroskane. Urywki wspomnień z wyrazami jego twarzy przewijały mi się przed oczami.
Od nienawiści do miłości jest bardzo cienka granica – powiedziała kiedyś moja mama.
Chyba nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to prawda. Kto normalny wyobrażałby sobie znienawidzoną osobę w innej sytuacji niż tortury?
Z pewnością nie Liam.
I z pewnością nie ja.
-Gdzie jedziemy? – zapytałam w końcu wychylając się trochę do przodu.
Niall zerknął do tyłu, ale nic nie odpowiedział. Powstrzymałam chęć wstrząśnięcia nim. Bezsilność i niedowierzanie złączyły się, ale wybuch stłumiłam w środku siebie.
-Na lotnisko – powiedział Liam nie spuszczając wzroku z drogi.
-Gdzie lecimy? – zmarszczyłam brwi.
-Nigdzie.
Teraz nie rozumiałam już kompletnie nic. Jechaliśmy z zawrotną prędkością na lotnisko, (chociaż byłam pewna, że powinniśmy już na nie dotrzeć) ale nie mieliśmy zamiaru nigdzie lecieć.
Kiedy oparłam się o siedzenie dotarło do mnie piknięcie. Zamrugałam i próbowałam się wsłuchać, ale nic nie usłyszałam. Wydawało mi się.
Może miałam już paranoję?
Pik.
Znowu to samo. Chciałam zapytać Harry’ego, czy też to słyszy, ale zobaczyłam, że zdążył już usnąć. Po chwili piknięcie się powtórzyło.
Co to może…
Uniosłam głowę w tym samym momencie co Liam i wydawało się, że nie musiałam nic mówić. Samochód gwałtownie się zatrzymał.
-Wychodzić! – krzyknął Payne. Niall zmarszczył brwi, ale zrobił to.
Próbowałam podnieść Harry’ego, jednak nie byłam na tyle silna. Wyskoczyłam z samochodu i złapałam go pod ramionami. Czyjeś ręce mnie zastąpiły i po chwili Harry znalazł się na plecach Liama. Jego mięśnie były mocno napięte, nawet jeśli wcale się nie starał.
Jake się starał.
Byliśmy gdzieś na otwartej przestrzeni. Zrozumiałam, że Liam prawdopodobnie już wcześniej słyszał pikanie, ale chciał wywieźć nas za budynki. Szybkim krokiem odeszliśmy na w miarę bezpieczną odległość, ale nic się nie wydarzyło. Zakryłam uszy w oczekiwaniu, jednak wciąż nic się nie działo.
-To co się w końcu dzieje? – zapytał Niall spoglądając na Liama.
-Pikanie – odpowiedziałam zwracając na siebie jego spojrzenie. – Z samochodu dobiega pikanie.
Pokiwał tylko głową. Wiedziałam, że pomyślał, że to moja wina. Harry spał twardym snem, więc nie obudził się nawet, gdy Liam położył go na ziemi. Był wciąż słaby i potrzebował więcej odpoczynku. A tymczasem musiał być taszczony za nami przez strzelaninę i wieziony na lotnisko, z którego wcale nie mieliśmy odlatywać. Jednak nie widziałam na jego twarzy niezadowolenia, czy strachu. Wydawało się, że się z tego cieszył.
Aniołki.
Może to ich połączyło. Wszyscy lubią adrenalinę, wyzwania, strzelaniny. Ale czy Harry też zabijał z łatwością? Czy miał swoją inną stronę?
Każdy ją ma.
I chyba ty powinnaś wreszcie wziąć się w garść, zamiast wciąż udawać dziecko.
Liam ruszył do samochodu spokojnym krokiem.
-Co ty robisz? – zapytałam przerażona.
-Muszę to sprawdzić. – odpowiedział, ale ledwo go usłyszałam, bo był już prawie przy samochodzie.
Obszedł go dookoła i zaczął nasłuchiwać.
A co, jeśli teraz wybuchnie?
Drgnęłam, ale nie ruszyłam się z miejsca. Obserwowałam jak przybliża się do bagażnika ze skupionym spojrzeniem. Po chwili podszedł do przedniego siedzenia, pochylił się i wrócił. Ostrożnie otworzył bagażnik i wtedy prosto w jego twarz buchnęła para. Zanim zdążyłam choćby wymówić jego imię samochód eksplodował. Stałam tam z otwartymi szeroko oczami. Wybuch wstrząsnął ziemią ale trzymaliśmy się twardo.
To znowu się dzieje?
Tym razem był tak blisko, niemożliwe, że przeżył.
Jeżeli znów mnie zostawi
Tym razem na zawsze?
Podniosłam rękę i zasłoniłam nią usta, zmuszając się jednocześnie do zamknięcia ich.
Czy on odszedł?

-Payne! – krzyknął Niall.
Harry uniósł głowę, zbudził go wybuch. Nie umiałam wydobyć z siebie słowa. Dlaczego śmierć dochodzi do człowieka tak późno? Dlaczego tak różnie można zareagować?
Usłyszałam słaby kaszel i wtedy mogłabym już spokojnie zemdleć, gdyby nie przemożna chęć dowiedzenia się co się naprawdę wydarzyło.
Zobaczyłam jak z dymu wyczołguje się znajoma sylwetka. Twarz miał czarną i poranioną, jak i resztę ciała, ale wciąż miał siłę, by wydostać się z dymu. Podbiegliśmy do niego. Niall oparł go o siebie i przytrzymał.
-Stary! – powiedział Niall z widocznym błyskiem w oku.
-Cz… - Próbowałam znaleźć odpowiednie słowa, ale to wykraczało poza moje możliwości. Krzyknęłam więc tylko: Czy ty jesteś kurwa nieśmiertelny?!
Nie przeklinałam na co dzień, coś takiego zdarzało się bardzo rzadko. Nie sądziłam, by oni kiedykolwiek usłyszeli, gdy to mówię, więc zrozumiałe były wyrazy ich twarzy. Byli jawnie zszokowani, żaden z nich nie odezwał się ani słowem. Z jakiegoś powodu to zachęciło mnie do krzyczenia dalej.
-Ten samochód właśnie wybuchł a ty sobie wyszedłeś z dymu, czy ty jesteś człowiekiem?! Jezus Maria wszyscy jesteście popieprzeni! – uniosłam ręce i przejechałam nimi po głowie unosząc wszystkie włosy.
-A chciałabyś, żeby wyszło inaczej? – zapytał Niall po chwili ciszy przybierając znów swój nieufny ton.
-A TY ZWŁASZCZA. Jasne, wysadzam ludzi w powietrze, to moje hobby!
Charlie, uspokój się.
– Lubię tańczyć, śpiewać, oh, jeszcze uwielbiam wysadzać ludzi! Nie wierzę!
Wtedy ku mojemu zdziwieniu na twarzy Liama dostrzegłam uśmiech. Wiedziałam, że musiał go boleć każdy ruch, więc musiałam go naprawdę rozbawić. Niall zerknął na chłopaka i zmarszczył brwi.
-Co jej jest? – zapytał z dziwnym tonem.
-Chyba wreszcie ją wkurzyliśmy, Horan – wychrypiał i nie zdążył powiedzieć nic więcej.
Zobaczyłam jak jego oczy unoszą się do góry i wtedy stracił przytomność.

~●~●~●~

-Jak mamy zamiar tam dotrzeć? – zapytałam.
Niall wzruszył ramionami i znów wpatrzył się w przestrzeń. Spojrzałam na Harry’ego, który wyraźnie przysypiał i na nieprzytomnego Liama. Mieliśmy dwóch „rannych”, Niall mi nie ufał a ja w każdym momencie mogłam znów zacząć się wydzierać. Sytuacja wyglądała kiepsko.
-Może… Będziemy szli tak długo jak damy radę, a potem przerwa i znów idziemy. – powiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl nie składając nawet poprawnego zdania.
-To nam zajmie tydzień – powiedział blondyn.
Odwróciłam się w stronę drogi. Od pół godziny nie jechało tamtędy żadne auto i wątpiłam, że nagle jakiekolwiek się trafi. Autostop nie wchodził w grę. Telefony zostały w samochodzie, który, jakby to powiedzieć – eksplodował.
Ciemne chmury zaczęły zbierać się nad naszymi głowami, co zwiastowało kolejną ulewę.
Westchnęłam cicho i przejechałam palcami po trawie. Wokół nas były tylko las i łąka. Liam wybrał miejsce, w którym samochód mógłby wybuchnąć bez ranienia postronnych. Kiedy traciliśmy już nadzieję usłyszałam charakterystyczny, odległy szum. Zerwałam się z miejsca, szturchając Harry’ego i podbiegłam do drogi. Z daleka zobaczyłam małą kropkę zbliżającą się tędy. Ktoś jechał!
-Niall! Jadą! – krzyknęłam do chłopaka.
-Kto? – uniósł brwi w górę
-Nie mam bladego pojęcia, ktoś jedzie.
Tak mnie to ucieszyło, że straciłam swoją ostrożność. Byłabym w stanie wsiąść do obcego samochodu, byleby zabrał mnie, nas gdzieś daleko stamtąd. Zobaczyłam dużą ciężarówkę i wyciągnęłam rękę unosząc kciuk w górę.
Tak, wzięłam to z filmów.
Wydawało się, że samochód nie miał zamiaru się zatrzymać, ale wtedy powoli zaczął zwalniać. Minął mnie i po chwili też wrak auta Niall’a i zatrzymał się. Horan podniósł się i podszedł tam ze mną.
W środku siedział facet około czterdziestki, z miesięcznym zarostem i papierosem w ustach.
-Co się tam stało? – odezwał się grubym głosem.
-Ktoś chyba… - zaczęłam.
-Wie pan jak to jest. Wystarczy iskra i po samochodzie. – odezwał się szybko Niall. – Mamy rannych, potrzebujemy podwózki.
-Gdzie? – zapytał kierowca.
-Na lot…
-Do hotelu Breithubber. W Peterborough.
Kierowca skinął głową i wysiadł z ciężarówki. Pomógł nam we wniesieniu Liama i Harry’ego do tyłu i ruszył.
Był – albo wyjątkowo ufny, albo doskonale wiedział po co tu przyjechał.
Albo może wszędzie już doszukiwałam się spisku?
_________________________________________________

W przyszłym tygodniu mam egzaminy, a co robię?
Piszę rozdział
Wiem, że Wam się on należy i z pewnością straciłam sporą część Was przez to nieregularne wstawianie rozdziałów, ale czasem po prostu nie umiem nic wymyślić.
Zdaję sobie sprawę z tego, że zamiast długo wyczekiwanych TYCH scen daję Wam strzelaniny i wybuchy, ale przecież to taki typ opowiadania. Poza tym, jak już wiele razy pisałam, nie lubię, gdy nic się nie dzieje.
Nie wiem, czy mi się podoba ten rozdział.
Niektóre części byłabym wstanie napisać o wiele lepiej, ale i tak dobrze, że cokolwiek napisałam. Sam początek już czekał w Wordzie a dzisiaj przy okazji uczenia się historii zaczęłam pisać.

Znalazłam świetny sposób na nauczenie się dat. Komiksy! 
Bardzo spodobał mi się pomysł wściekłej Charlie. Niech dziewczyna się wykrzyczy.

Jeżeli macie jakieś pytania, prośby, zażalenia to piszcie śmiało.

Aha i znacie tą zasadę?

Czytasz = Komentujesz!

 Pozdrawiam!

Ps; Moje zamówienie na szablon zostało przyjęte, więc niedługo zmieni się wygląd bloga :)