niedziela, 20 kwietnia 2014

17| Hotel



Rozdział XVII
  Niall siedział z przodu, obok mężczyzny i rozmawiał z nim o czymś. Co jakiś czas odwracał się do tyłu i mierzył nas wzrokiem. Nie potrafiłam odgadnąć, czy niepokoił się o nieprzytomnych, czy o moją obecność. Głowa Liama spoczywała na moich kolanach, złapałam się na bawieniu się jego włosami, gdy moje myśli znów odpływały zbyt daleko. Harry leżał obok i co jakiś czas budził się z dręczących go koszmarów, z rozbieganymi oczami próbując zobaczyć to, co kazało mu się zbudzić. Jechaliśmy już jakieś dwie godziny, po trafieniu z powrotem na autostradę stanęliśmy w długim korku. Z przodu słyszałam głośne przekleństwa zarówno obcego mężczyzny jak i Nialla.
Spojrzałam w dół. Włosy zakryły mi twarz, więc czułam się jakoś mniej niezręcznie patrząc na Liama. Jakby nikt nie mógł mnie zobaczyć, jakbyśmy byli sami. Patrzyłam na jego twarz, pełną ran, ale oczyszczoną. Wciąż się nie obudził i martwiłam się, czy nie skończy tak, jak Harry. Nie byłam pewna, czy byłabym w stanie się z czymś takim pogodzić. Wyobraziłam sobie Liama leżącego w szpitalnym łóżku, nieobecnego, bezbronnego. Nie martwego, lecz śpiącego tak długo, że mogłabym zapomnieć jak brzmiał jego głos. Znowu. Delikatnie przejechałam palcem po jednej z jego ran, ciągnącej się od kąciku jego oka przez policzek, a kończyła tuż przy ustach. Widziałam jak jego twarz lekko drga, ale wciąż się nie obudził.
Być może tak było lepiej, nie czuł bólu tak dogłębnie, gdy spał. Jednak jednocześnie chciałam, by był przytomny. Żeby był obok, powiedział mi co robić, lub nie mówił wcale nic. Kolejny raz, tym razem świadomie zmierzwiłam jego włosy tak bardzo zatapiając się w patrzeniu na niego, że głos Harry’ego przy uchu wydał mi się tak realny, jak głos prosto z czytanej książki. Uniosłam głowę i spojrzałam na chłopaka. Uśmiechał się lekko, ale widziałam zmartwienie w jego oczach.
-Jak się masz, Charlie? – zapytał chrapliwym głosem podnosząc się do pozycji siedzącej drżącymi rękoma.
-To raczej ja powinnam Cię o to zapytać – uśmiechnęłam się lekko, wciąż bawiąc się włosami Liama, jakby zrezygnowanie z tego zajęcia musiałoby kosztować mnie zbyt wiele.
Może tak właśnie było.
-Ja już przywykłem do takich akcji. O Ciebie należy się naprawdę martwić.
-Tak? Przyznaj się, który to już raz budzisz się ze śpiączki i wracasz prosto do filmu James’a Bond’a? – uniosłam jedną brew do góry próbując przybrać lekki ton.
Harry roześmiał się, na co Niall znów odwrócił się do tyłu. Zmarszczył brwi i wrócił do rozmowy. Musiała być naprawdę zajmująca, lub po prostu nie mógł znieść ciszy.
Zastanawiało mnie ile to jeszcze potrwa.
-Nie przejmuj się nim, przejdzie mu – Harry wzruszył ramionami i zerknął na Liama i moje ręce. – Miło, że teraz to Ty się nim opiekujesz. – mrugnął do mnie, ale coś w jego tonie zdradzało, że to nie było niczym.
-Tak, tym razem ja. – odpowiedziałam po prostu znów spuszczając wzrok na nieprzytomnego.
-Wiesz – zaczął Harry po dłuższej chwili ciszy – To naprawdę niesamowite. Ty i Liam. – spojrzałam na niego nie rozumiejąc co miał na myśli. – to znaczy… On nigdy nie był typem chłopaka, który skacze w ogień za kimkolwiek. Przynajmniej od dawna taki nie był.
-Co masz na myśli? – dopytywałam się.
Próbowałam nie zdradzać zbyt wielkiej ciekawości, ale nie wychodziło mi to za bardzo. Byłam po prostu typem, który musiał wiedzieć co się działo.
-Znasz tą historię… - zawahał się – Z Kate? – pokręciłam głową i przełknęłam ślinę oczekując na dowiedzenie się prawdy. – A więc zaczęło się zupełnie zwyczajnie, wtedy jeszcze Liam nie dość, że był kujonem, to jeszcze tchórzył jak cholera. Kiedy…
-Dzieciaki! Jesteśmy na miejscu! – mężczyzna z przodu kiwnął do nas głową.
Westchnęłam cicho, żałując, że podróż nie mogła potrwać jeszcze trochę. Harry podniósł się sam i próbował pomóc mi z Liamem, ale do końca nie odzyskał jeszcze sił. Niall pojawił się po chwili obok i podniósł go z zaskakującą łatwością. Wyszliśmy z samochodu od tyłu i pomachaliśmy do kierowcy.
-Dziękuję – powiedziałam, na co ten zmierzył mnie tylko wzrokiem.
-Ja jeszcze zostaję, muszę coś tu pozałatwiać – pokiwałam głową i ruszyłam do hotelu.
-Naprawdę mamy zamiar tu zostać? – zapytałam szeptem Nialla.
Otworzył usta, by mi odpowiedzieć, ale nie powiedział nic dopóki nie minęliśmy ochroniarza przed wejściem.
-Nie, ale ten facet nie musi o tym wiedzieć – mruknął spoglądając na mnie.
Wydawało się, że nad czymś się zastanawiał, analizował.
-W czym mogę państwu pomóc? Pomoc medyczną mamy gwarantowaną, jeśli raczą się państwo zamel… - powiedział niski mężczyzna za ladą.
-Nick Harrush – rzucił Niall opierając się o ladę.
Wiedziałam, że Liam mimo wszystko nie był zbyt lekki, ale nie odważyłam się zaproponować pomocy. Szczerze mówiąc nie lubiłam spojrzenia, jakim obrzucał mnie Niall za każdym razem, gdy pisnęłam chociaż słowo. Wątpiłam, czy ktokolwiek wytrzymałby coś takiego przez dłuższy czas.
Zatrzymał swoje inicjały. NH.
Nie wiedziałam, czy robił tak zawsze, czy po prostu tym razem przypadkiem użył tego imienia i nazwiska.
-A pańskie… Towarzystwo? – spojrzał na nas.
-Moi przyjaciele są ranni. Proszę wpisać pokój na moje nazwisko, powinno wystarczyć. – przerwał mu zaskakująco agresywnie Niall.
-Tak, tak, oczywiście, już. – wpisał coś do komputera, odebrał pieniądze i po chwili dostaliśmy klucze do pokoju.
Znajdował się na pierwszym piętrze, więc nie musieliśmy długo tam docierać. Gdy tylko znaleźliśmy się w dwuosobowym, wyjątkowo luksusowym pokoju Niall położył Liama – niezbyt delikatnie – na łóżku i zaczął przeszukiwać pokój.
-Czego szu…
-Szz… - przerwał mi kładąc sobie palec na ustach.
W pomieszczeniu były dwa łóżka i balkon, a także dwie szafki nocne. Obok były też drzwi do drugiego pokoju z kolejnymi dwoma łóżkami i szafkami. Kiedy Niall skończył przeszukiwać oba pokoje i łazienkę usiadł na drugim łóżku i otarł twarz dłońmi.
-Żadnych podsłuchów, chyba, że wynaleźli nowy sposób na chowanie ich pod podłogą. – powiedział unosząc wzrok na mnie.
Pokiwałam głową i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
-Mieliśmy tu nie zostawać – zauważyłam.
-Ale musimy. – Stwierdził tylko.
Nastała niezręczna cisza, podczas której przez głowę zdążyło przelecieć mi tysiące myśli, z czego żadna nie pozostawiła odpowiednich wniosków.
-I teraz nasuwa się pytanie, kto z kim śpi…– powiedział Harry z uśmiechem.
-Wydaje mi się, że gdzieś już słyszałam podobne pytanie. – zerknęłam na Nialla.
Kąciki jego ust uniosły się lekko do góry, ale od razu próbował to ukryć.
-W takim razie jak to robimy? Ja nie śpię z Liamem, strasznie chrapie – powiedział Harry.
Nie wspomniałam już o tym, jak zabawnie zabrzmiała wypowiedź „nie śpię z Liamem”.
-Wcale nie chrapie – odpowiedziałam od razu, na co obydwoje spojrzeli na mnie z dziwnymi minami. – No co?
-Ile razy wy tak właściwie… - zaczął Styles.
-Nawet nie chcę wiedzieć – Niall wstał unosząc ręce do góry w obronnym geście.
Otworzyłam usta z oburzeniem i oparłam ręce na biodrach.
-My wcale… To nie tak, że… - Kiedy usłyszałam chichot i poczułam jak znów się rumienię pokręciłam głową i zagryzłam wargę.
Idioci.
Ktoś zapukał do drzwi. Starsza kobieta z apteczką w rękach przyszła i zajęła się Liamem bez mówienia niczego. Patrzyłam jak obmywała mu rany i z dziwnym rozdrażnieniem stwierdziłam, że zrobiłabym to lepiej i delikatniej. Kiedy skończyła po prostu wyszła.
-Zawsze lubiłem gadatliwe kobiety – mruknął Harry po chwili i wyszedł do łazienki.
Niall stał oparty o ścianę i nie odezwał się ani słowem. Wzięłam głęboki wdech i przeszłam się po pokoju.
-Jak długo masz zamiar być taki? – zapytałam – W stosunku do mnie?
-Nie wiem – powiedział po prostu. Znów zaczął mi się przyglądać – wydaje mi się, że gdybyś chciała coś zrobić, już powinnaś się pokazać.
Szybko do tego dotarłeś!
-Ale mimo wszystko mam zamiar być ostrożny. – odepchnął się od ściany i ruszył do drugiego pokoju dorzucając jeszcze: Śpij obok niego, też nie lubię, gdy chrapie.
I zamknął drzwi. Zdawałam sobie sprawę z tego, że on wcale nie chrapał i prawdopodobnie była to tylko wymówka. Z westchnieniem usiadłam na łóżku Liama i spojrzałam na niego.
Obudź się.
Obudź się wreszcie.
Po piętnastu minutach Harry wyszedł z łazienki i życzył mi, nam dobranoc ze swoim łobuzerskim uśmiechem. Kiedy zamknął drzwi jeszcze przez dłuższy czas słyszałam jak rozmawiali, ale zbyt cicho, bym mogła ich usłyszeć. Zgasiłam światło i zdjęłam spodnie. Nawet, jeżeli rano miałabym palić się ze wstydu byłam już mocno zmęczona i miałam po prostu dość. Minął nastrój na krzyk i teraz najchętniej położyłabym się w kącie i zaczęła płakać. Ale musiałam być silna, już dawno do tego dążyłam. Przykryłam się w miarę ciepłą pościelą i wpatrzyłam w ciemność.
Co mam zrobić?
Z ciotką nie rozmawiałam od dawna, z resztą nie miałam nawet jak. Jeśli miałam wrócić niedługo do domu, czekała mnie kolejna awantura. Ale co miałabym jej powiedzieć?
„Ciociu, wybacz mi, ale wróciłam do życia przez które zginęli moi rodzice, nie mam czasu, muszę uciekać przez ludźmi planującymi zamach na mnie i wszystkich w pobliżu mnie. Pa.”
To brzmiało idiotycznie, ale było prawdą. Wcześniej nie miałam czasu, by zastanowić się nad konsekwencjami powrotu do Cambridge, jednak nocą myśli się o wielu sprawach, które odpychało się na bok.
Co z Meg? Jak musi się czuć, gdy widziała moje porwanie a teraz nie odzywałam się od tak dawna? A Jake? Co zrobi Jake?
Głośno wypuściłam powietrze z płuc. Jake.
Dlaczego właśnie on? Był poukładany, spokojny, ale próbował sprawiać wrażenie twardego. Nigdy chyba nie czułam do niego niczego więcej. On po prostu był tak uparty, że zrobiło mi się go żal.
Czy to było złe?
Traktowanie ludzi w ten sposób? Litowanie się nad nimi i dawanie im nadziei? Czy robiłam dobrze, czy wręcz przeciwnie? Może stałam się już zbyt nieczuła na problemy innych ludzi, zmagając się z własnymi?
Czy stałam się osobą, którą nigdy nie chciałam zostać?
Usłyszałam dziwny dźwięk, jakby ktoś się krztusił, ale wtedy dotarło do mnie, że był to szept. Niewyraźny szept pochodzący z łóżka obok, który brzmiał jak moje imię.
__________________________________________

CO MYŚLICIE O NOWYM SZABLONIE?
JHKLJHGFHJK TAK STRASZNIE SIĘ Z NIEGO CIESZĘ!
Dzisiaj wróciłam ze wsi i oczywiście wlałam wszystkie uczucia w pisanie rozdziału. O ile wcześniej chciałam pokrzyczeć, dzisiaj wolałam więcej pomyśleć.
Miło, że więcej ludzi skomentowało, w ten sposób wiadomo, że dużo was to czyta. Nie wymagam od was określonej ilości komentarzy, ale jeżeli macie czas i własną opinię, to napiszcie ją :)

Podoba mi się ten rozdział. Z pewnością zdarzyły się błędy, możecie mi je spokojnie wypomnieć. Pozdrawiam was serdecznie :)

Ps; Ale tak serio, co myślicie o szablonie? *-*